Rocznik 1972. Dziennikarz, publicysta. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa UW. Przepracował 12 lat w mediach, m. in. w „Expressie Wieczornym”, polskim wydaniu „Maxima” oraz kilku innych mniej lub bardziej znaczących tytułach. Współpracował m. in. z „Cosmopolitan” i „Playboyem” jako felietonista. W roku 2005 obronił zaległą pracę magisterską i debiutował jako pisarz powieścią „Pokalanie”. Wkrótce potem opuścił Polskę. W wyniku, jak to się mówi, przedziwnego splotu wypadków, osiadł w Dublinie.

Po przyjeździe do Irlandii imał się różnych zajęć; był m. in. tłumaczem, prezenterem radiowym, pisał artykuły dla miejscowego dziennika „Evening Herald” i tak dalej... zresztą, z tego akurat nie musi się przecież nikomu tłumaczyć. Aktualnie jest administratorem bazy danych w firmie związanej z przemysłem farmaceutycznym.

Mieszka na peryferiach Dublina, gdzie wraz z życiową partnerką wychowuje synka. W wolnych chwilach jeździ na rowerze albo uczy się francuskiego. W mniej wolnych zmaga się z samochodem, który ma kierownicę po niewłaściwej stronie; wymagało to wiele wysiłku, by opanować sztukę jego prowadzenia.

Na co dzień prawie w ogóle nie używa ojczystego języka poza domem, ale stara się pielęgnować swoją polszczyznę. Eksperymentalny żargon „Przebiegum Życiae”, który jest artystyczną próbą uwiecznienia sposobu w jaki mówią ludzie zapominający polskiego, zatem go nie dotyczy. Z uporem unika też używania „ponglisha”, czyli wyspiarskiego slangu pełnego spolszczonych anglicyzmów zaczerpniętych z tzw. specjalistycznego słownictwa (np. „taksy”, „offy” itd.). Niestety nie zawsze mu się to udaje i tak oto zapomniał jaki jest polski odpowiednik sformułowania „top-up”. Dopiero dłuższe śledztwo przeprowadzone wśród polskich znajomych wykazało, że chodzi o doładowanie telefonu.

Cóż by tu jeszcze dodać. Nie lubi korzystać z Internetu, który służy mu jedynie w roli skrzynki pocztowej, zaś w telewizji ogląda wyłącznie amerykańskie sit-comy na kanale komediowym. Na całe szczęście, nikt w nich nie używa słów „afera”, „koalicja” oraz „specjalna komisja”, które padają co pięć minut w każdej dowolnie wybranej stacji telewizyjnej nad Wisłą.

Zarówno w życiu prywatnym, jak i w swoich poczynaniach pisarskich, stara się hołdować zasadzie, zapożyczonej z refrenu piosenki niegdyś popularnego, dziś zapomnianego już warszawskiego zespołu „Abecadło Wolnych Dzieci”, która brzmi: „Nie jest ślepa ta ulica, z której można jeszcze wyjść”.

Pozdrawia Was serdecznie i życzy miłej lektury.
Piotr Czerwiński



Posłuchaj dżingla reklamowego radia,
w którym pracował Piotr Czerwiński